Medytacja
Na wielkopostnej drodze mijamy dzisiaj niewidomego od urodzenia i wydarzenia związane z jego uzdrowieniem.
Jakakolwiek relacja pomiędzy osobami rozpoczyna się od zwrócenia na siebie uwagi. I czy później nazwiemy ją współpracą, czy przyjaźnią, czy może nawet modlitwą, to najpierw musimy siebie zauważyć. Zobaczyć i dać się zauważyć.
Jakże wielki to więc brak i jakże wielka ułomność - ślepota - i jakże wielki dar - zdolność widzenia! Tym większa więc dobroć i łaska - być obdarowanym umiejętnością patrzenia na świat oczyma współpracownika, przyjaciela, Pana i Boga! „Nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi [jedynie] to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce”!
Jak wielki więc jest to dar i łaska wejrzeć w serce ludzkie! „Miej serce i patrzaj w serce!”
Tak, dla siebie i dla otaczających Cię ludzi możesz być ślepym i żebrakiem, i prostym, niewykształconym galilejskim rybakiem, i znienawidzonym poborcą podatków, i jawnogrzesznicą bez wstydu, faryzejskim religijnym fanatykiem i zabójcą, i synem pełnego pychy, chciwego asyskiego kupca…
A jednak…
„Człowiek jest tym tylko, czym jest w oczach Boga i niczym więcej!” - przypomina swoim duchowym spadkobiercom św. nasz Ojciec Franciszek z Asyżu.
„Miej serce i patrzaj w serce”. Bóg, Miłość - jakkolwiek nie dość jeszcze kochana - zwraca uwagę na każdą i na każdego z nas i nie wybiera nas dla tego kim byliśmy lub dla tego kim widzą nas ludzie, lecz według tego, co widzi w głębi naszego i w głębi swojego serca. Bo „dobrze widzi się tylko sercem”…
Dlatego: „Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”. To On sam zwraca na Ciebie swą uwagę. Nie śpij, nie rezygnuj, nie bądź obojętny, nie lękaj się i nie wstydź! Pan widzi w Twoim sercu zdecydowanie więcej, aniżeli sam byłbyś w stanie w nim dostrzec. Pójdź za Jego wzrokiem! Wstań i pójdź za Nim!
Amen.
o. Innocenty Kiełbasiewicz OFM
------------------------------- ----------------------------------- ---------------------------------
- Wybieram się do Nieba — zaczął Post. — Myślę, że góra trzy dni i znajdę się tam.
- Trzy dni! Też mi coś — prychnęła Jałmużna. — Ja zasłużę na Niebo w dwa dni!
Modlitwa nic nie powiedziała, ale w duchu była przekonana, że już jutro będzie w Niebie.
I tak, w Środę Popielcową Post, Modlitwa i Jałmużna postanowili jak najszybciej zasłużyć na Niebo. (....)
- Oddałam tyle pieniędzy! — krzyczała Jałmużna. — I nic!
- Modliłam się trzy dni, prawie bez przerwy — żaliła się Modlitwa.
Post nie był w stanie nic powiedzieć. Zmęczony usiadł na ławce.
Kiedy tak krzyczały i żaliły się na przemian, zobaczyły postać, idącą do nich uliczką. Nie znały jej, ale ona wyraźnie wiedziała, kim są.
- Jestem Miłość — przedstawiła się postać. — Przysłał mnie Bóg.
Modlitwa i Jałmużna podeszły bliżej. Nawet Post wstał z ławki.
- To przekaż Mu — zaczęła Jałmużna — że mamy tego wszystkiego dosyć!
- Sami Mu powiecie. — Uśmiechnęła się Miłość. — Jak tylko znajdziecie się w Niebie.
- O nie! — krzyknęła Modlitwa. — Mam dosyć klęczenia!
- Ależ kochani — mówiła Miłość. — Teraz już będzie inaczej. Do tej pory zabrakło wam jednego. Zabrakło wam Miłości. Bez Miłości nie można dostać się do Nieba.
- Jak dawać pieniądze — Miłość zwróciła się w stronę Jałmużny — to z miłością i bezinteresownie.
- Jak pościć — ciągnęła — to z miłością i radośnie.
- Jak modlić się…
- Tak, wiem — wyszeptała Modlitwa. — Z miłością i nie na pokaz.
Do Niedzieli Palmowej zostało jeszcze wiele dni. Post, Modlitwa i Jałmużna mieli dużo czasu, aby się zmienić. Pomogła im Miłość. Razem zdobyli Niebo.
/fragment — z zasobów Sióstr Boromeuszek/